Mr.Mefisto

Jakby tu zrobić żeby się nie narobić..

przez , 12.paź.2017, w Bez kategorii

..no może przesadzam troszeczkę bo czeka mnie dość pracowity rok akademicki, ale niemiałbym nic przeciwko wykręceniu się z różnych rzeczy tak żeby móc skoncentrować się na priorytetach. Póki co idzie średnio i robią mi się niepotrzebne zaległości. Mam nadzieję, że od listopada trochę się uspokoi i będę mógł wrócić do realizowania swoich planów…

Zostaw komentarz więcej...

W drodze do celu zdarzają się wypadki..

przez , 10.wrz.2017, w Bez kategorii

..zazwyczaj są to wypadki dość nieprzyjemne. Wrzesień jest dla mnie bardzo ważnym miesiącem więc wszelkie odstępstwa od moich planów zwiększają mój zwyczajowy poziom irytacji. Teoretycznie zgodnie z planami na ten rok powinno pójść tak: konferencja EAA, wakacje, zaliczenie roku, stypendia. Niestety plan został sabotowany przez wypadki losowe takie jak atak grypy albo innego cholerstwa, które poskładało mnie w dniu wyjazdu na wakacje. Winię dzieci w samolocie powrotnym z konferencji. Tegoroczny wyjazd był dla mnie bardzo ważny ponieważ dawno nie byłem na wakacjach, a najbliższa Rada Wydziału, na której mają otworzyć mój przewód doktorski, miała przejść do historii jako piękny dzień na plaży w Chorwacji. Zamiast tego po przespaniu większości z ostatnich 72h zaczynam powoli dochodzić do siebie.. tzn. temperatura spadła z 38 do 37,2 stopni :P Nie dość, że omija mnie smażenie się na plaży to jeszcze naraziłem się przyjaciołom odwołując mój wyjazd w ostatniej chwili za co jeszcze mi się oberwie. Przyjmowanie wyników głosowania na plaży miało mnie uspokoić i pocieszyć gdyby przypadkiem coś poszło nie tak. Zazwyczaj to prosta sprawa i nie ma z tym problemów, ale biorąc pod uwagę ile czasu zajęła mi walka z wiatrakami żebym mógł otworzyć przewód, rozgrywki wewnętrzne na wydziale i zwykła ludzką złośliwość lub niechęć.. to tak jakoś w mojej głowie objawia się cała masa scenariuszy zakończonych niepowodzeniem, a to prowadzi do tego, że czuję niepokój. Z 9 osób zaczynających ze mną studia doktoranckie w ciągu tego roku 5 wzięło dziekankę.. powody były różne, ale koniec końców nie byli gotowi do otwarcia swoich przewodów. Jestem pewien, że w tym roku spokojnie zgarnę wszystkie stypendia i będę mógł poświęcić się pisaniu tego „wiekopomnego” dzieła, ale nie mam pojęcia co się stanie jeśli nie uda mi się otworzyć przewodu.. Nie lubię tego stanu niepewności, a chciałbym w końcu skoncentrować się na tej jednej rzeczy zamiast zajmować się wszystkim innym. Plan jest taki żeby napisać i złożyć prace do końca IV roku, a przedłużenie brać tylko na załatwienie wszystkich spraw administracyjnych gdyby to było konieczne. Z mojego punktu widzenia wszystko powinno pójść jak po maśle.. złożyłem wszystko co było wymagane plus rozszerzony konspekt i rozdział z pracy.. a jednak mam wątpliwości bo na radzie ma to prezentować mój promotor.. biorąc pod uwagę ile czasu zajęło mi przekonanie go do tego tematu to liczba negatywnych scenariuszy co do wyniku zdecydowanie wzrasta.. z moim szczęściem jak przegłosują to pozytywnie to z największą ilością głosów „przeciw” w historii uniwersytetu. No cóż wszystko okaże się we wtorek, a w środę będę mieć kaca mordercę :P Gdybym był w tym czasie na plaży nie byłoby tak źle bo włączyłby mi się „wyjebanizm” i po prostu smażyłbym się do końca wakacji, a problemami zająłbym się po powrocie kontynuując pierwotny plan. No nic trzeba być silnym, zwalczyć chorobę i przeciwności losu. Skoro zostałem w domu to mogę przygotować teczki do stypendiów i rozliczyć się ze wszystkiego trochę wcześniej. Zobaczymy jak będzie, ale wolałbym być już gdzieś na etapie października i przygotowywania się do zajęć ze studentami…

Zostaw komentarz więcej...

Kiedy czas ucieka..

przez , 18.sie.2017, w Bez kategorii

..jest taki moment kiedy człowiek zaczyna panikować. Wmawianie sobie, że wszystko będzie dobrze sprawdza się tak długo jak długo człowiek jest w stanie zaklinać rzeczywistość :P Koniec końców trzeba stawić czoła rzeczywistości i przed samym sobą przyznać się do błędu i stwierdzić, że się zjebało na całej linii :P Przekładanie różnych rzeczy na dzień kolejny zaowocowało tym, że mam tydzień czasu na stworzenie całej masy różnych rzeczy i jak na złość wszystkie są tak samo ważne:/ wystąpienie na konferencję, kwity do otwarcia przewodu czy publikacja za 20 pkt :P Niby ze wszystkiego coś tam mam, ale jakbym nie odkładał wszystkiego na później to już dawno bym się ze wszystkim uporał i miałbym święty spokój :P Muszę przyznać, że to już dość normalne.. zaczynam podejrzewać, że w jakiś perwersyjny sposób adrenalina związana z goniącymi mnie terminami musi mnie kręcić bo za każdym razem robię sobie ten sam numer, a potem marudzę, że nie mam czasu :P Tylko tym razem to dość istotne żebym się wyrobił.. szczególnie jeśli chcę pojechać na wakacje we wrześniu :P Wiem to wszystko, a i tak odwlekam.. w tym wypadku moim wytłumaczeniem było „rozpisanie się” żeby łatwiej było mi napisać wystąpienie na tegoroczne EAA bo musi pójść do tłumaczenia ASAP zanim będę mógł zabrać się za kwity do otwarcia przewodu :P Niestety na koniec zostaje mi przygotowanie tekstu artykułu zgodnie z wytycznymi.. szkoda, że wytyczne mają 40 str :P Zapowiada się ciężki tydzień, a w międzyczasie powinienem w końcu zebrać podpisy w indeksie.. i chyba przygotować coś na jedne zajęcia.. tak jakoś mi świta, że ich nie zaliczyłem jeszcze :P Muszę przestać to sobie robić bo mnie to kiedyś zapędzi w kozi róg i się nie wygrzebię :P Póki co mam tydzień na wszystko więc trochę samozaparcia i powinno się udać.. Pożyjemy zobaczymy, a teraz fajka, łyk wina i czas spłodzić wystąpienie na konferencję…

Zostaw komentarz więcej...

Rok pełen wzlotów i upadków..

przez , 11.lip.2017, w Bez kategorii

..praktyki ze studentami to zawsze ciekawe doświadczenie :P Spędziłem na uczelni całe swoje życie i muszę przyznać, że z roku na rok mam na ten temat co raz gorsze zdanie. Kiedy byłem dzieckiem przyzwyczaiłem się do tego, że studenci jako widok codzienny są elementem krajobrazu. Szkoła podstawowa i średnia utwierdziły mnie w tym na tyle, że nie mogłem zrozumieć jak można żyć bez wykształcenia wyższego. Z wiekiem przyszło pojmowanie świata poza tym fantastycznym wyobrażeniem jakie się miało. Kiedy zostałem studentem nadal miałem mieszane uczucia, ale rozumiałem więcej i fantastyczny świat nabrał innych kolorów. Jako dzieci mamy zupełnie inne pojmowanie świata i inaczej patrzymy na otaczających nas ludzi.. potem rozwijamy się, mamy styczność z ludźmi na tym samym etapie i zaczynają pojawiać się pierwsze WTF? No, ale rośnie się dalej i wyglądając zza uniwersyteckiej kurtyny wspaniałości zaczyna dostrzegać się całą masę paskudnych rzeczy. Dorasta się do tego momentu kiedy człowiek uświadamia sobie, że „Happy End” to w bajkach, a ludzie mają tak fascynujący wachlarz braków, że można by robić na nich eksperymenty. Wtedy człowiek zaczyna myśleć co zrobić ze swoim życiem, układa długoterminowe plany i stara się ich trzymać. Mając do dyspozycji całą wiedzę poprzedniego pokolenia wydaje się to tak bardzo proste. Do pewnych rzeczy nie przygotował mnie nawet mój paskudny charakter. Pewnego dnia zdajesz sobie sprawę, że jesteś dorosły i zrobienie czegoś ze swoim życiem byłoby bardziej niż wskazane. Nie jest to aż takie trudne.. masz to czego chciałeś, rozwijasz się, wszystko idzie gładko i dziwi Cię czemu inni marudzą, że im się nie udaje. No przecież to takie proste..

Mieć wywalone na wszystko to błogosławieństwo, ale trochę też klątwa.. Człowiek nie rozumie czemu inni zwracają uwagę na całą masę nieistotnych wg. niego rzeczy. Żyje w tym swoim błogostanie, robi co powinien i jest OK. To jest ten moment kiedy ludzie zwracający uwagę na wszystko inne zaczynają podkopywać to czym się kierowało przez lata. Znowu pojawia się WTF? Z biegiem czasu okazuje się, że wyższe wykształcenie wcale nie jest takie fajne bo otaczają Cię idioci z dyplomem. Stara się człowiek to ignorować, ale w końcu głupota każdego dogoni i zaczynają się schody. Każdy każdemu ściemnia, każdy robi dziwne rzeczy i koniec końców robi się chaos. Z chaosem nigdy nie miałem problemu. Z głupimi ludźmi też nie. 

Niestety z tego wszystkiego robią się kłopoty czy to z innymi ambitnymi czy utytułowanymi. I tak z prostego planu człowiek musi przejść w kombinowanie i robienie rzeczy, których by się unikało. niestety biorąc pod uwagę wszystkie procedury człowiek jest skazany na robienie wszystkiego co w jego mocy żeby przetrwać. Jest to też dobry test na to na to ” jak nie zostać seryjnym zabójcą”. 

Wiele gwiazd w tym roku upadnie, a życie niektórych zrobi się przykre. Można ściemniać ile się da, ale w pewnym momencie każda bzdura spotka swój przykry koniec…

Zostaw komentarz więcej...

Jak świętować „Dzień dziecka” to z przytupem..

przez , 01.cze.2017, w Bez kategorii

.. tiaaa.. no może nie :P Są takie dni w roku, które kojarzą nam się ze szczególnymi wydarzeniami lub osobami. Dni urodzin są wyjątkowo upierdliwe. Minął +/- rok od czasu kiedy niektórym zaczęło odpierdalać, a z jakiegoś pojebanego powodu nadal chodzi mi to wszystko po głowie. Pewnie odpuściłbym sobie gdyby nie fakt, że po tym dniu zeszły rok nabrał tempa w kwestii smutnych wydarzeń. Pomaganie innym jest do bani. Nie dość, że się człowiekowi obrywa to jeszcze nic z tego nie wynika. Co zabawne nastraja mnie to bardziej melancholijnie niż 1 listopada.. czasem tak jest, że niektóre dni związane z żywymi smucą nas bardziej niż zmarli. Czas mija, wszystko w życiu idzie naprzód, a jakaś cząstka siedzi w pomrokach przeszłości i użala się nad straconą sprawą. Nie cierpię takich dni.. takie przywiązanie świadczy o słabości i głupocie. Jak komuś odjebuje to jego sprawa i niech spada na drzewo.. łatwo powiedzieć, a jakoś dzieje się inaczej. Najważniejsze żeby do rana mi przeszło. Wrócę do swojej męczarni związanej z pisaniem doktoratu i rozważań na temat jak „spożytkować czas i hajs” w ramach nadchodzących urodzin. Jak co roku odpuszczę sobie imprezę urodzinową, bo to bezsensu skoro przyjaciele są „gdzieś tam”.. Może jak dożyję do 40ki to zacznę obchodzić urodziny w bardziej huczny sposób :P Póki co mam zamiar sprawić sobie całą masę prezentów.. najlepiej w liczbie 33ech :P No jak się bawić to odpowiednio :) Mogę mieć smutny dzień dziecka, ale to tylko jeden dzień…

Zostaw komentarz więcej...

Lekarstwo na brak motywacji..

przez , 07.maj.2017, w Bez kategorii

..to, że mam czasem dziwne pomysły to nic nowego. Moim głównym problemem stał się brak motywacji tzn. zawsze miałem z tym problemy, ale od czasu kiedy wszystko idzie jak powinno opanowało mnie lenistwo tak wielkie, że nawet ja jestem zaskoczony :P Żeby było śmieszniej nie dotyczy to tylko pracy, ale też na swoje standardowe rozrywki nie mam ochoty. Nie pamiętam już nawet kiedy ostatnio zarwałem nockę żeby w coś pograć. Spędzając majówkę w Budapeszcie dowiedziałem się, że znajomi planują zacząć dietę kopenhaską.. Pośmiałem się z nich trochę po czym postanowiłem uzupełnić swoją wiedzę na temat owej diety. Podróż z Budapesztu była długa i nudna więc w międzyczasie policzyłem kiedy taką 13to dniową dietę mógłbym zrobić.. wyszło, że teraz albo w sierpniu.. no to jestem na dniu trzecim :P Efektów póki co jakoś nie odczuwam. Żeby było zabawniej wcale nie musiałem tak bardzo modyfikować swojego standardowego trybu życia żeby się dostosować do wymogów.  Największym problemem nie było nawet odstawienie alkoholu, ale przestawienie się na wstawanie koło 8 rano i kładzenie się ok północy :P Tak więc mam w lodówce zapas alkoholu, który nawet mnie nie kusi za to zdecydowanie gorzej jest z chęcią podjadania wieczorem :P Tak po prostu żeby połupać słonecznik do filmu albo książki. Zmiana trybu funkcjonowania miała jeszcze jeden zaskakujący efekt.. nudzę się piekielnie i nachodzą mnie myśli o zrobieniu czegoś konstruktywnego :) Może nuda wpłynie pozytywnie na nadgonienie zaległości z doktoratem, grantami i artykułami, które miałem napisać już jakiś czas temu :P Sam proces testowania tego wynalazku bardzo mnie bawi i mam nadzieję przeciągnąć te modyfikacje do wyjazdu na wykopaliska :P Na pewno uda mi się w znacznym stopniu ograniczyć ilość pochłanianego żarcia więc nawet jeśli sama dieta nie da jakichś olśniewających efektów to w dalszej perspektywie na pewno będzie pomocna :) Wychodzi na to, że muszę częściej modyfikować swoje rozrywki :P Oczywiście nie byłoby to możliwe bez czyjegoś wsparcia :P Na szczęście blondyna też potrzebuje zmiany rozrywek i doszła do wniosku, że sprawdzi efekty na sobie :) Bo jak się odchudzać to ironicznie i bez spiny…

Zostaw komentarz więcej...

Koszmar „stwórcy”..

przez , 23.lut.2017, w Bez kategorii

..czy dramat „pisarza”. Nie ma nic gorszego dla każdego kto żyje ze swojej kreatywności jak brak weny twórczej. Przez ostatnie miesiące byłem tak zaabsorbowany różnym pisaniem i realizowaniem swoich planów, że zapędziłem się na obszary umysłowej pustki. Większość rzeczy do, których siadam robię trochę z automatu bo jest taka konieczność, ale jest to jakieś bez charakteru. Kiedyś nie miałem problemu nawet przy tekstach naukowych i wychodziły całkiem przyjemne.. teraz powiedzmy, że są znośne. Dzień za dniem tak się z tym bujam popadając w co raz większą monotonię ze sporadycznymi przebłyskami „geniuszu”. Powoli zbliża się termin otwarcia przewodu doktorskiego, a ja nie mogę jakoś tego poskładać żeby poszło bezproblemowo. Jest jeszcze trochę czasu może uda mi się jakoś odbić od nudy i napisać to tak jakbym chciał żeby w spokoju móc potem napisać całość i dobrnąć zwycięsko do mety :P Kwestia konkurencji póki co sama się rozwiązała.. co raz więcej osób idzie na dziekankę co pozwoli mi w spokoju zgarnąć we wrześniu wszystkie stypendia, a walka przeniesie się na niższy rok, który zrobi się dość liczny :)  Przynajmniej na ostatnim roku nie będę musiał tak bardzo spinać się nad nabijaniem punktów. Przedłużenie w żaden sposób nie opłaca mi się finansowo więc te kilka miesięcy spokoju będą jak znalazł żeby wyrobić się w terminie.. dobrze by było gdyby pomysł z wyjazdem na Erasmusa wypalił :P Póki co wszystko przesunęło się w czasie, ale dzięki temu mogę w spokoju robić kurs italskiego :P Fajny język, ale czasami trochę mnie przerasta i wywołuje u mnie ból głowy. Muszę przyznać, że udało mi się osiągnąć kilka sukcesów naukowych łącznie z publikacją artykułu za ładna ilość punktów.. będzie ładnie wyglądało w dorobku :D Z tego wszystkiego musiałem w dość znaczący sposób ograniczyć życie towarzyskie i trochę obawiałem się jak to na mnie wpłynie, ale szczerze powiedziawszy wyszło całkiem spoko.. ilość energii i uwagi jaką trzeba poświęcać innym jest straszna, a szczerze mówiąc mija się to czasem z celem :P Życie prywatne sam ostatnio dobiłem z premedytacją.. Takiej ilości świrów w moim życiu to już dawno nie było i nie mam na cały ten dramat ani czasu ani ochoty :P To już wolę w spokoju ogarniać doktorat, pracę i wyjazdy na konferencje, a jak już się trochę uspokoi to widzę się na plaży z drinkiem w ręku i przynajmniej dwoma tygodniami smażenia się bez celu :D Moja życiowa postawa może i wqrwia innych, ale tylko dzięki różnym posunięciom w przeszłości udało mi się osiągnąć obecny stan :P Każdy ma swój przepis na sukces.. moim najwidoczniej jest lenistwo i wyjebanizm :P Może trochę za bardzo wykorzystałem uprzywilejowaną pozycję w dążeniu do osiągnięcia swoich celów, ale głupotą byłoby tego nie zrobić.. jeszcze przypadkiem skończyłbym jak mój brat kręcący się bez celu jak zapomniany „bączek”. Rozumiem, że każdy przechodzi przez okres „szukania siebie”, ale ile można.. Z racji różnych wydarzeń to dość trudny okres dla całej rodziny i powinniśmy trzymać się razem.. jest to męczące, czasochłonne i niekoniecznie ma sens.. no co poradzić. Starszyzna ma problemy zdrowotne, ich dzieci ponosi wyobraźnia na różnym poziomie abstrakcji :P Jestem w stanie zrozumieć wyprawę dookoła świata w 365 dni, fajna opcja :) Zerwanie kontaktów ze wszystkimi i odlot w objęcia rodziny męża też do mnie przemawia.. znam naszą starszyznę, aż dziwne, że tylko jedno poszło ze wszystkimi na noże. Przypadek budzący we mnie najbardziej skrajne uczucia to jeden z młodszych kuzynów, który postanowił skończyć szkołę w Skandynawii i przenieść się do Polski.. WTF ziom? To, że ma w tym swój cel to trochę inna bajka. Nic tak nie ubarwia imprezy sylwestrowej jak wyznanie kuzyna, że obawia się, że zrobię go w chuja z rodzinnym majątkiem.. po czym w ramach nagłego zwrotu akcji przejście do kwestii „jak wykręcić jego rodzeństwo”.. Póki co szacun, ale przyjdzie moment kiedy skubany będzie mnie chciał wykręcić, a to zdecydowanie mi nie pasuje :P Moim zdaniem to wszystko wina systemu patriarchalnego z przerwą na matriarchat. Nie byłoby tego problemu gdyby dziadkowie zostali przy dwójce albo poszli po bandzie i sprawili sobie czwarte dziecko.  Niestety poszli w trójcę i skomplikowali mi życie :P Jak na złość za każdym razem jak chcę pozbyć się „rodzinnej odpowiedzialności” to ktoś musi coś odjebać. Plan był taki, że ja odwalam swoją część i mam spokój, a któraś z rozmnażających się latorośli zajmuje się sprawami rodzinnymi. Póki co najlepiej mój plan realizuje najmłodszy, a ja musze użerać się z całą resztą. Bycie dorosłym jest bezsensu :P Tym bardziej cenię sobie bycie singlem bo własne dramaty to byłoby przegięcie…

Zostaw komentarz więcej...

Nawet kiedy wszystko szlag trafi..

przez , 26.paź.2016, w Bez kategorii

..i tak będę szczęśliwy. Człowiek się stara, staje na głowie, a koniec końców to i tak nic nie daje. Nie pozostaje nic innego do zrobienia i człowiek odpuszcza sobie zmartwienia. Życie ma jednak to do siebie, że toczy się dalej i trzeba się z nim jakoś uporać :P Po kolejnej porażce zrobiłem to co zawsze. Zamknąłem drzwi za sobą i poszedłem przed siebie. Jak zawsze pozostało wspomnienie, ale każdego dnia jest co raz bardziej odległe, a ja po prostu ide przed siebie. Kiedy nie można komuś pomóc lub rozwiązać jakiegoś problemu trzeba wziąć się w garść i zapomnieć. Nie ma nic przyjemniejszego niż to uczucie wyzwolenia i czyste spojrzenie w przyszłość. Nowy dzień, nowe możliwości. Całkiem przyjemne uczucie :P Po jakimś czasie człowiek czuje się wolny, świat odzyskuje pełna paletę barw i na nowo można cieszyć się życiem :) Na początku było ciężko i dosyć nieprzyjemnie, ale z biegiem czasu wszystko zaczęło się układać, a mój wewnętrzny „diabeł” wrócił do życia. Musze przyznać, że od lat nie czułem się tak dobrze w swojej skórze :P Trzeba przyznać, że to zdecydowanie odpowiedni czas na przywrócenie się do odpowiedniego stanu.. jeśli mam w spokoju otwierać przewód doktorski to potrzebny mi każdy możliwy atut jakim dysponuję, a przebudzenie na nowo tego najbardziej pożądanego jest mi jak najbardziej na rękę.. Zrobiłem wiele żeby dotrzeć do tego punktu w moim życiu, ale ciągle coś stawało mi na drodze.. mam dwa tygodnie na postawienie się na nogi i dyplomatycznego podejścia do życia przejść do ofensywy i po prostu narzucić swoją wolę otoczeniu, a w szczególności państwu profesorstwu. Sabotowanie moich działań było wystarczająco irytujące żebym stracił pewność siebie potrzebną mi do przeforsowania mojego projektu.. no cóż koniec z tym :P Idę po złoto.. punkt pierwszy otwarcie przewodu.. punkt drugi wyprzedzenie wszystkich w pisaniu i obrona.. Odzyskanie swojego dawnego wpływu na ludzi jest zdecydowanym atutem.. czas przenieść to na pole zawodowe. Życie uczuciowe swoje, życie na co dzień swoje.. wspólny mianownik na moje :P Gdy ktoś staje Ci na drodze nie przeskakuj go, nie obchodź dookoła.. taranuj chwytając po drodze serce jak trofeum.. Zbyt długo byłem grzecznym chłopcem przez co ciągle obrywało mi się w wyniku cudzych gierek. och, ach, och.. Nie. Chcecie uskuteczniać dziwne przepychanki to wykorzystujcie kogoś innego bo ja nie mam zamiaru dłużej zwracać na to uwagi :P Jeśli będę musiał przez to iść po trupach do celu to trup będzie ścielił się gęsto.. Poza tym muszę skończyć z tym naukowym crapem bo zaczyna mnie nudzić i czas przeskoczyć na kolejny poziom…

Zostaw komentarz więcej...

Polska.. tzn. ta nowa…

przez , 25.wrz.2016, w Bez kategorii

..jakim cudem udało nam się jako narodowi dobrnąć do sytuacji na skraju wojny domowej? Niby protesty, różne akcje i eventy, ale przecież ktoś w końcu postanowi chwycić szablę w dłoń i pójść na tych szajbusów w Sejmie z pospolitym ruszeniem :P Nawet te głąby w ekipie rządzącej powinny zdawać sobie sprawę, że w końcu uda im się przegiąć :P Trzeba przyznać, że to kraj absurdu i póki co wszyscy są bezpieczni.. „pospolitego ruszenia” nie było już dość długo więc może uda się dotrwać do następnych wyborów i wymienić tych ciuli w sposób pokojowy bez wieszania nikogo na drzewach wzdłuż drogi do wsi. Chociaż trzeba przyznać, że starają się bardzo żeby wywołać raban nie pasujący do obecnego rozwoju cywilizacji w Europie :P Bunt buntem, ale poczynania władzy są tak bardzo śmieszne, że lepiej zabezpieczyć się na zapas.. czort wie po kogo przyjdą kiedy okaże się racjonalne myślenie opuściło wszystkich…

Zostaw komentarz więcej...

Kiedy teoretycznie wszystko idzie dobrze..

przez , 19.wrz.2016, w Bez kategorii

..pojawia się ta złowroga cisza zwiastująca burzę. To jest dość dziwny rok.. taki bardzo wyważony między radosnymi, a smutnymi chwilami. Wszystko to okraszone strachem i niemocą. Jak można cieszyć się tym co się osiągnęło kiedy gdzieś w cieniu czai się strach przed utratą tego wszystkiego? No może z tym to trochę przesadziłem, ale tak czy inaczej zawładnęło mną uczucie niepewności i trzeba przyznać, że cholerstwo jest wyjątkowo upierdliwe. Męczy mnie to tak bardzo, że od miesięcy nie miałem odwagi albo weny żeby rozłożyć karty. Oczywiście, że byłoby mi łatwiej mając jakieś pojęcie o tym co jeszcze może się wydarzyć, ale jakoś tak podświadomie sabotuję ten pomysł. Muszę przyznać, że jest to rok wielu zmian i nie jestem pewien czy chcę wiedzieć co paskudnego jeszcze może się wydarzyć.. albo jak bardzo niektórzy wyprowadzą mnie z równowagi swoim dziwnym zachowaniem. Co prawda moje życie osobiste to jakaś porażka to jednak towarzyskie trochę się poprawiło, a zawodowe śmiga jak jurny pegaz. Staram się koncentrować na tym ostatnim wplatając w to na nowo to drugie, ale zacząłem poważnie zastanawiać się nad tym pierwszym co niestety wywleka na światło dzienne różne wydarzenia i decyzje z mojej przeszłości. Z jednej strony martwię się o bliskie mi osoby, a z drugiej wiem, że jak chcę coś zmienić w swoim życiu osobistym to należy zająć się sobą, a nie problemami innych.. i tu pojawia się ten nieszczęsny strach przed tym co będzie. Takie „złe przeczucie”, że moje decyzje mogą narobić szkód, których nie będę w stanie naprawić.. Czy bierność w takim przypadku jest sensownym rozwiązaniem? Stwierdzić „co ma być to będzie” i umyć ręce od odpowiedzialności i konsekwencji? To nie moje życie nie mój problem? Chciałem coś zrobić, ale nie mogłem? Kiedy dojdzie do jakiejś katastrofy po prostu przejść nad nią do porządku dziennego i stwierdzić, że tak miało być, a życie toczy się dalej? Posiadanie tzw. uczuć wyższych to jakaś paskudna przykrość. Nie żeby jakoś często mnie opanowywały, ale jednak czasem.. Muszę przyznać, że w większości przypadków udaje mi się je „mordować” z zimną krwią jak tylko się pojawiają, ale jednak ten rok jest inny niż poprzednie lata i mam jakieś altruistyczne zapędy.. Crap, crap, crap.. :P Strach ma różne oblicza.. jednym z moich jest wróżba, która spełnia się na moich oczach i prowadzi do paskudnego końca.. a mi zaczyna brakować pomysłów jak wpłynąć na czyjąś przyszłość tak żeby wymigać się od pogrzebu kolejnego samobójcy w moim życiu. Prośbą i groźbą już próbowałem, a wszystkie inne sposoby i tak nadal prowadzą do tego samego finału.. Zazwyczaj wychodzę z założenia, że bycie mną jest zajebiste i to napędza mój świat. Sprawia, że jestem szczęśliwy i pragnę od życia więcej.. Jednak są momenty kiedy mam wątpliwości i robi się nieprzyjemnie…
Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...